sobota, 13 czerwca 2015

Rozdział 5.- Trafił piłką do koszą, a koszem było moje serce.

Obudziłam się bardzo szczęśliwa, bardzo dawno nie przespałam tak spokojnie nocy, a teraz jest taki wspaniały poranek. Przynajmniej tak myślałam...W rzeczywistości obudziłam się na kanapie w ulubionym, trochę zniszczonym, różowym dresie. Myślałam, żę po prostu lunatykowałam lub coś takiego. Telefon leżał obok mnie. Postanowiłam jeszcze raz przeczytać SMS od Federico. Jednak nie było wiadomości o treści: Śpisz już księżniczko?. O ile pamiętałam, brzmiała właśnie tak. Pomyślałam, że skasowałam ją przez przypadek. Spojrzałam odruchowo na godzinę. Była 15.17. To nie był ranek. Nie możliwe, żebym przespała pół dnia! Chwila... Który dzisiaj jest? CO? 17 CZERWCA? To niemożliwe. Czyli nie byłam na spacerze z Federico, nie pocałował mnie na dobranoc, nie jesteśmy razem! To był sen! Nie mogłam w to uwierzyć. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi. Czy to możliwe, żeby teraz stało się to co w moim śnie? Wstałam z kanapy i podbiegłam do drzwi. Otworzyłam je tak szybko, że wyrwałam klamkę. Ale to nie był Fede. To był dostawca pizzy. Zapomniałam, że ją zamówiłam. Zapłaciłam, wzięłam pizzę, odłożyłam ją na blacie w kuchni i z powrotem usiadłam na kanapie. Otuliłam się w koc chociaż na dworze było co najmniej 30 stopni. Chciałam się roztopić i wyparować.
***
Około godziny 18.00 wyszłam na spacer. Chciałam odpocząć. Jednak nie mogłam. Spotkałam Federico i jego dziewczynę- Alanę. Chciałam uniknąć spotkania z nimi, ale mi się nie udało.
-Ludmi!- słyszę głos Fede. Łzy napływają mi do oczu, ale chcę być silna. Uśmiecham się sztucznie.
- O cześć! Nie zauważyłam was.- Albo nie chciałam...dodałam w duchu.
-Czemu nie było cię w studio?- zapytała Alana.
- Skąd wiesz, że mnie nie było?- była zaciekawiona.
-Zapisałam się do studio, przyjęli mnie!-zamurowało mnie.
-To świetnie! GRATULUJĘ!- pokazałam im równy rządek moich idealnie białych zębów w geście uśmiechu.
-O nie! Jest już 18.30? Alana spóźnimy się na lot balonem!- pociągnął ją za rękę i już ich nie było. To ja miałam latać z nim balonem!
***
Byłam na zakupach. Zrobiło mi się trochę lepiej. Poszłam spać. Obudziłam się z worami pod oczami. Super.Ubrałam się, pomalowałam, zjadłam śniadanie. Postanowiłam, że pójdę dzisiaj do studio. Jestem silna. 
***
Szłam tą samą drogą, co zwykle. Patrzyłam na chodnik. Wydał mi się niezwykle interesujący. Nagle poczułam ból gdzieś w okolicy czoła. Dostałam piłką, no pięknie. W błyskawicznym tempie podbiegł do mnie jakiś chłopak.
-Nic ci nie jest?- zapytał z przejęciem?
-Chyba nic. Nie umiesz rzucać czy co?-przewróciłam oczami.
-Wiem gdzie celować.- puścił do mnie oko. Wydał się nagle bardzo przystojny i miły.
-Zabawne.- uśmiechnęłam się.
-Proponuję, abyś zagrała z nami.- wskazał na swoich kolegów, jeden z nich trzymał piłkę do koszykówki. Kiedyś trenowałam koszykówkę, ale bardzo dawno. Jednak teraz zapragnęłam powrócić do tamtych lat.
-Jasne.- nie miałam jednak odpowiedniego stroju i butów (byłam w szpilkach).-Tylko muszę się przebrać.
-To co może umówimy się tutaj, dzisiaj o 12.00?- zaproponował.
-Bardzo chętnie.- cała się rozpromieniłam.
-Będę czekał.- uśmiechnął się tak, że poczułam jakby trafił piłką do koszą, a koszem było moje serce. Miał mnie. Totalnie zauroczyłam się w tym chłopaku. Na chwilę zapomniałam o Federico. 
-Jestem Diego.-powiedział.
-Ludmila. Miło mi.- byłam bardzo szczęśliwa.
Może uda mi się zapomnieć o Federico? Może znajdę swoje własne szczęście?


Na ręce składam Wam piąty rozdział.
Wiem, że dawno mnie tu nie było, ale obiecuję, że w wakacje będę tu często :)
Jak tam ocenki na koniec roku? :)
Buziaki :*
FEDEMILA LOVER :)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy