wtorek, 21 lipca 2015

Rozdział 6.- Nie umiem oszukać moich uczuć!

Wróciłam do domu. Była 10.17. Ok, miałam prawie dwie godziny czasu. Weszłam do łazienki, zmyłam make-up, włosy zaczesałam w kucyk. Spojrzałam w lustro. Nagle bez tego całego makijażu i czesanej przez pół godziny fryzury poczułam się wolna. Poczułam, że nikogo nie udaję. Teraz miałam mały problem. W co się ubrać? Właśnie w tym momencie przypomniałam sobie, że przecież nie wyrzuciłam mojego stroju do gry z przed lat.
-Nie urosłam ani nie przytyłam.- pomyślałam.
Zobaczyłam go w głębi szafy. Różowo czarny strój ze srebrnym numerem 9. Ubrałam go i zachciało mi się płakać. Kiedy grałam w koszykówkę byłam nie do zatrzymania. Nic więcej się nie liczyło. To czy złamię paznokieć, czy moje włosy się potargają, nic. Na nogi wciągnęłam sportowe, białe podkolanówki z dwoma różowymi, poziomymi paskami na górze podkolanówek. Brakowało mi tylko butów. Stopa nie urosła mi od tamtego czasu. Z pudełka wyciągnęłam czarne, sportowe buty do koszykówki. Zawsze wyróżniały się na tle innych butów zawodniczek. Miały skrzydła. Ten model był drogi i rzadki. Popatrzyłam na telefon. Była 11.30. Idealnie. Wyszłam z domu bardzo szczęśliwa. Dotarłam na boisko i zobaczyłam coś przez co omal nie zemdlałam. Nie, spokojnie. To było coś bardzo fajnego. Zobaczyłam Diego grającego bez koszulki. Gapiłam się na niego jakąś minutę bez ruchu. Wreszcie oprzytomniałam.
-Hej!- zawołałam.
-Hej!- odpowiedzieli mi wszyscy.
-Świetnie wyglądasz.- powiedział Diego.
-Dziękuję.-uśmiechnęłam się.
Graliśmy do samego wieczora. Kiedy zrobiło się ciemno koledzy Diega poszli. Zostałam tylko ja i on.
-Powinnam już iść.-oznajmiłam.
-Odprowadzę cię.- uśmiechnął się cudownie.
-No dobrze.- odwzajemniłam jego uśmiech.
Szliśmy bardzo powoli, cały czas patrzyliśmy sobie w oczy. Kiedy znaleźliśmy się pod moim domem staliśmy bardzo blisko siebie. Czułam jego oddech na moim policzku i jego wzrok na sobie. Podniosłam głowę, ponieważ był wyższy i nie widziałam jego oczu. Nasze spojrzenia się spotkały. Serce zaczęło bić mi szybciej. Byliśmy coraz bliżej siebie i nagle...Przypomniałam sobie o Federico. O tym jak on na mnie patrzył, jak mnie przytulał. Nikt mu nigdy nie dorówna.
-Przepraszam, nie mogę.- rzuciłam i weszłam do domu zatrzaskując za sobą drzwi.
Dlaczego? Dlaczego nie mogę o nim zapomnieć? Chwyciłam za telefon. Wybrałam numer Federico. Odebrał błyskawicznie.
-Halo?- odezwał się jego anielski głos.
-NIENAWIDZĘ CIĘ, NIENAWIDZĘ! ROZUMIESZ? Zjawiasz się w moim życiu nie wiadomo skąd, rozkochujesz i nagle przedstawiasz swoją idealną dziewczynę! Próbuję wyobrazić sobie moje życie bez ciebie, ale nie potrafię, wiesz? Poznałam chłopaka, który jest świetny i bardzo go lubię, on mnie też, ale nie mogę z nim być, bo wolę ciebie! Wolę twój uśmiech, twoje włosy, twój głos, CIEBIE!- wykrzyczałam wszystko przez łzy i się rozłączyłam.
Federico dzwonił do mnie później kilka razy , ale ja nie chciałam z nim rozmawiać, tak samo z Diego, który również do mnie pisał i dzwonił. Boli mnie, że go ranię, ale nie umiem oszukać moich uczuć! Nie umiem, po prostu nie umiem...

A oto 6 rozdział :)
Mam nadzieję, że ucieszycie się z takiej wakacyjnej lekturki :)
Może jest trochę krótszy od pozostałych, ale chcę rozwinąć pewien wątek już w następnym rozdziale i nie zaczynać go w tym:)
Przesyłam buziaki :*
Uwaga, uwaga...
MRS. BIEBER :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy