-Już idę!- krzyknęłam. Kiedy otwarłam drzwi moim oczom ukazał się... Diego.
-Nie odbierasz ode mnie, nie odpisujesz, więc postanowiłem, że porozmawiam z tobą osobiście.- powiedział zdecydowanym tonem cały czas patrząc mi w oczy.
-Tak, słuchaj..- nie dał mi skończyć.
-To moja wina. Nie mam ci za złe, że nie odbierałaś i nie odpisywałaś. Pośpieszyłem się z tym pocałunkiem. Tylko, że patrzyłem na ciebie i poprostu to poczułem. Ta chwila, te uczucia, to wszystko mnie poniosło i tak wyszło. Przepraszam. Mam nadzieję, że mi wybaczysz.- skończył i złapał mnie delikatnie za rękę. Wcale jej nie wyrwałam z jego uścisku. Podobało mi się to. W tym wszystkim widać było, że mu zależy.
-To nie twoja wina. Byłam zmęczona. Te wszystkie emocje z całego dnia, chyba było ich za dużo, żebyśmy jeszcze się pocałowali.- skłamałam, ale tylko dlatego, że czułam, że mi też na nim zależy.
-To cieszę się, że sobie wszystko wyjaśniliśmy.- uśmiechnął się i przytulił mnie.
-Tak, ja też się cieszę. Czy moglibyśmy umówić się na jutro?- zapytałam.
-Bardzo chętnie! Zadzwonię do ciebie wieczorem, żeby ustalić szczegóły.- powiedział i już miałam go odprowadzić do drzwi, kiedy dzwonek znów zadzwonił.
-Pójdę otworzyć.- rzuciłam w stronę Diego.
Kiedy otworzyłam drzwi nie mogłam uwierzyć w to co zobaczyłam. To był Federico. Z wielkim bukietem różowych róż. Był piękny, taki, jaki lubię najbardziej.
-Posłuchaj Federico, Diego, którego bardzo lubię jest w środku.- dałam mu do zrozumienia, żeby zostawił róże przed domem. Na szczęście mnie zrozumiał.
-Przyjdę kiedy indziej.- powiedział nieśmiało Fede.
-Nie, nie. Ja już wychodzę.- zatrzymał go Diego.- Do zobaczenia jutro Ludmiła.- pocałował mnie w policzek i wyszedł.
-A więc to jest ten chłopak?- zapytał Fede.
-Tak, to on, ale nawet jeśli chciałabym, żeby był dla mnie kimś więcej niż tylko przyjacielem, to jakoś nie potrafię. I wiesz co? To twoja wina! Tylko i wyłącznie twoja! Nie wiem dlaczego akurat ty musiałeś mi tak zawrócić w głowie, na prawdę nie wiem!- krzyczałam dławiąc się łzami, a on patrzył na mnie smutnymi oczami, wyraźnie smutnymi oczami.
-Chcę, żebyś była szczęśliwa. Chcę, żebyś znalazła dla siebie kogoś, kto będzie dla ciebie najlepszym z najlepszych. Dlatego umów się z tym chłopakiem, daj mu szansę, daj sobie szansę! Bądź szczęśliwa!- wyglądał jakby miał się rozpłakać. W tym momencie zrozumiałam, że ma racje. Muszę dać szanse mojemu szczęściu!
-Tak, dziękuję. Tak zrobię. A ty wracaj do swojej Alany. Do zobaczenia w studiu Fede.- odprowadziłam go do drzwi.
-Do zobaczenia w studiu Ludmiła.- odpowiedział mi, wręczył róże, które wcześniej zostawił przed domem i poszedł.
Rozmyślałam nad rozmową z Diego i Federico. Tak. Federico ma rację. Muszę dać szansę Diego. Przecież on jest z Alaną, on jest szczęśliwy.
Od tej pory spędzałam z Diego każdą wolną chwilę. Był dla mnie taki dobry i kochany. Myślałam o Federico, ale już mniej. Miałam nadzieję, że Diego pozwoli mi zapomnieć o nim już na zawsze.
-Spotkamy się dzisiaj?- zadzwonił do mnie Diego.
-Jasne, ale gdzie?- zapytałam.
-W parku.- chyba chciał coś dla mnie przygotować, bo w jego głosie czułam, że nie ma cienia wątpliwości co do miejsca.- O 12.00.- dodał.
-Będę. Na pewno.- zapewniłam go.
Uszykowałam się i poszłam na wyznaczone miejsce. To co zobaczyłam sprawiło, że poczułam się wyjątkowo. To było dla mnie i wyłącznie dla mnie. Na pięknej, zielonej trawie leżał koc w czerwono białą kratę. Na nim ustawiony był koszyk i babeczki oraz ciasta i tort z truskawkami. Najpiękniejszy był jednak bukiet różowych róż, ogromny bukiet.
Na kocu siedział Diego. Promienie słońca padały na jego piękną twarz. Gdy mnie zobaczył podszedł do mnie natychmiast.
-Już jesteś księżniczko.- złapał mnie za rękę.
-Jestem twoją księżniczką?- zapytałam.
-Właściwie...- ukląkł przede mną.- to chciałbym, żebyś została moją żoną.- z kieszeni wyjął białe pudełeczko z różową kokardką. Nic nie mówiłam, bo za bardzo nie wiedziałam co.
-Żartuję!- zaśmiał się i pocałował mnie w rękę.- Chciałem zapytać czy zostaniesz moją dziewczyną.- otworzył pudełeczko. To, co się w nim znajdowało było przepiękne. To był złoty naszyjnik z zawieszką w kształcie gwiazdki.
-Diego nawet nie wiem co powiedzieć! Bardzo mi na tobie zależy i nie wyobrażam sobie lepszego momentu na powiedzenie "Tak!" Zostanę twoją dziewczyną!- rzuciłam mu się na szyję. Przycisnął mnie do siebie, a potem szepnął do ucha
-Podano do stołu Mon Cherie.
Ten dzień był taki wyjątkowy. Wreszcie jestem szczęśliwa. Nie mogłam sobie wymarzyć lepszego dnia. Weszłam do studia i od razu uderzył mnie widok Federico samotnie siedzącego na krześle przed salą. Twarz miał ukrytą w dłoniach.
Podeszłam do niego i ukucnęłam przy nim. Popatrzył na mnie.
-Co się stało?- zapytałam. Po jego policzku popłynęła łza, a potem druga i jeszcze jedna.
-Zerwałem z Alaną...
Już jest!
Siódmy rozdział! :)
Myślę, że się Wam spodoba :)
Miłej lektury :)
MRS.BIEBER :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz